*** AWANS ***

Cos w moim zyciu wyraznie "nie gralo". Czytalem prace Lenina i Engelsa, nieco mniej przepadalem za "Kapitalem" Marksa. Czulem, ze jest jakas jedna, uniwersalna prawda, ale nie moglem doszukac sie jej we wszystkim co czytalem. Byly to piekne idealy, dla ktorych, myslalem, warto poswiecic zycie. Nigdy jednak w moim otoczeniu nie moglem znalezc potwierdzenia, ze te idealy sa praktyczne i ze sa ludzie, ktorzy nimi kieruja sie jako moralna zasada wlasnego zycia. Raczej bylo przewrotnie-odwrotnie, wszystkie te piekne sprawy byly uzasadnieniem ochydnych i pelnych korupcji praktyk. Tyle mozna bylo zauwazyc wtedy z mojej spolecznej pozycji i powodowalo to poglebiajace sie zagubienie. Co robic? Z kim pic? Z kim krasc? (to znaczy, "zalatwiac sprawy"). W co wierzyc i kiedy wstapic do Partii? Jak w tym wszystkim ulozyc zycie wlasne i rodziny? Nie pomagaly ksiazki i zainteresowania filozofia. Wszystko, co czytalem, w najlepszym wypadku bylo intelektualna rozrywka i absolutnie nie mialo nic wspolnego z rzeczywistoscia, w ktorej zylismy.

Dusznym sierpniowym popoludniem pospiesznie przemierzalem Marszalkowska od Domow Centrum w kierunku Miedzynarodowego Klubu Ksiazki i Prasy w nadziei kupienia czgos nowego. Moze nowe wydanie Antoine de Saint Exupery, moze cos ostatnio popularnego Garcia-Marquesa? Na zatloczonej ulicy, przycisniety przez potok tlumu do sciany Domow Centrum wpadlem na maly stolik ulicznego sprzedawcy ksiazek. Byla to para mlodych ludzi. Z usmiechem przyjeli moje zaklopotanie spowodowane niemal dewastacja stoiska i zapytali czy nie potrzebuje przeczytac - prawdziwie interesujaca ksiazke?

- A o czym ta ksiazka bedzie? - zapytalem.

- O zyciu, o walce dobra ze zlem, o histori ludzkosci i naszej planety, o wszechswiecie i o religi i jej znaczeniu w dzisiejszym swiecie.

Oniemialem. To byla ksiazka, ktorej ostatnio szukalem! Na okladce byla nasza Planeta zawieszona w beskresie kosmosu a nad tym robiacym wrazenie obrazem widnial tytul "Wielki Boj" autorstwa Ellen G. White. Ksiazka nie byla dla mnie tania ale jakos bez specjalnego wahania zaplacilem za nia i poczulem bardziej niz pustke w kieszeni przekonanie, ze mam to po co dzisiaj szedlem do ksiegarni.

Ksiazka byla napisana nieco staroswieckim jezykiem, mimo to okazala sie rewelacja dla mnie i stanowila skondensowana forme pelna odpowiedzi na moje ostatnie niepokoje wewnetrzne. Wycieczka przez ostatnie dwa tysiace lat histori ludzkosci gdzie przewodnikiem i podrecznikiem z zapisem dziejow byla Biblia. Na tym tle postac Jezusa pierwszy raz, w moim zyciu, nabierala realnych ksztaltow - "krwi i kosci". Ksiazka dostarczala logicznego uzasadnienia dla wielu spraw, ktore badz to sam doswiadczalem, badz znalem z histori. Praca ta byla jak wierzcholek gory lodowej. Fascynowala pieknem nowego odkrycia i wypelniala radoscia silnego przeczucia ze oto jestem na dawno poszukiwanej drodze. Radosc badania nowego tematu, a wiec chrzescijanstwa, ktore dotad znalem tylko z naiwnych i nieprzekonywujacych opowiadan ludzi lekcewazacych zrodlo, jakim jest Biblia, owladnela mnie zupelnie. W ksiazce znajdowala sie ulotka zapraszajaca do udzialu w korespondencyjnym kursie wiedzy biblijnej i adres kosciola, ktory patronowal tej calej dzialalnosci. Byl to zupelnie mi nieznany Kosciol Adwentystow Dnia Siodmego. Z wielkim zapalam przystapilem do przerabiania kolejnych lekcji kursu. Z radoscia zauwazalem ze zapal moj narasta w miare przybywania wiedzy zawartej w Pismie Swietym. Nie znana mi dotad radoscia byla swiadomosc, ze nareszcie jestem na wlasciwej drodze i nie ma juz miejsca w moim zyciu na zbyt wiele pytan bez odpowiedzi. Moja zona szybko dolaczyla do mnie w studium biblijnym i cieszylismy sie niesamowicie tym nowym bogactwem w naszej rodzinie. Nauki Bibli i chec nasladowania stylu zycia Jezusa, jaki wspolnie akceptowalismy, mocno zmienialy zycie w naszej rodzinie. Ulegal zmianie caly system wartosci, czesto bylo to jak by przewrocenie "do gory nogami" naszego zycia. Uczeszczalismy na spotkania tych ludzi. Pieknem bylo odkrycie, ze sa tacy, dla ktorych Biblia jest listem Ojca-Stworcy do Dziecka-Stworzenia, ktore moze praktycznie stosowac sie do rad zawartych w Ojcowskim Liscie.

Sami bylismy niepraktykujacymi katolikami, czyli czlonkami zdecydowanie najwiekszej "grupy wyznaniowej" w Polsce. Religia byla czyms zwiazanym z tradycja i kultura naszego narodu ale jednoczesnie czyms archaicznym i bez znaczenia dla wspolczesnego zycia. Do koscioala chodzilismy jedynie przy okazji takich wydarzen jak: sluby, chrzciny, komunie i pogrzeby. Nawet przed spotkaniem Adwentystow oboje z zona odczuwalismy wstret do spowiedzi do ucha ksiedza, nie wiedzac jeszcze ze jest to absolutnie niebiblijne i niezgodne z naukami Jezusa. A tu naraz odkrylismy ze religia ma zasadniczy i decydujacy wplyw na nasze wspolczesne i przyszle zycie. Zaczynalismy pierwszy raz w naszym zyciu i to od razu jasno i logicznie rozumiec sens naszego bytu i dziejow w ogole. Byl to skarb, ktory otrzymywalismy za darmo. Szokujace bylo tez odkrycie, ze wszystko to jest proste i nieskomplikowane, a pomimo to tak malo ludzi wyciaga reke po to zbawienne dobrodziejstwo!

Z Grazyna wiedzielismy juz, ze nie jestesmy katolikami ale nie bylismy tez czlonkami zadnego innego wyznania. Nieuchronne pytanie nadchodzilo tak szybko jak nowy dzien  sloncem  pokonujacy mrok nocy. Rozmyslajac o tym wszystkim zapytalem Grazyne:

- Co teraz mamy zrobic z tym wszystkim, co zrobic z Jezusem?

Zyjemy na planecie gdzie dobro stawia czola w boju ze zlem. Sa wiec takie chwile, gdy sily zla bywaja szczegolnie poruszone i z wyjatkowa furia uderzaja w zycie nawet najmarniejszej jednostki, ktora stara sie wymknac im z pod kontroli.

*****

W tym to czasie zostalem wezwany oficjalnie do Zarzadu Glownego Aeroklubu PRL z jakimis papierami i sprawozdaniami szkoleniowymi. Natknalem sie tam na Szefa Szkolenia i Sportu, pulkownika Kornerka. Pulkownik byl w naszym "biznesie" od niedawna ale wydawal sie czuc blusa aeroklubowej atmosfery i pomimo ze przybywal zwyczajowo dla stanowiska, z innej "kultury lotniczej" odbieralismy go jak powiew swiezego powietrza po poprzednikach na tym stolku na Krakowskim Przedmiesciu 55. Pulkownik prosto z mostu zagadnal o moja ostatnia wycieczke do Niemiec, a w glosie bylo wyraznie czuc ironie.

- To jak panie Zalewski, nie wstydzil sie pan, jako pilot zawodowy i instruktor, dorabiac jako jakis gastarbeiter?

- Nie panie pulkowniku, tam nawet bez kwalifikacji mozna zarobic dziennie miesieczna pensje naszego instruktora pierwszej klasy i zapewnic byt swojej rodzinie.

- Czy chce pan powiedziec, ze nie moze pan tego zrobic dla swojej rodziny tutaj?

- Tak, dokladnie tak jest, nie widze szans dla mojej rodziny w naszej obecnej sytuacji materialnej.

- Czego panu brakuje do szczescia? Jest pan instruktorem pierwszej klasy, pracuje w najlepszym aeroklubie i duzo pan lata na najnowszych samolotach i szybowcach?

- Brakuje mi mieszkania dla rodziny i nie mam na nie najmniejszych szns przez najblizsze dwadziescia lat, chyba ze zdobede jakos kilka tysiecy dolarow, co przy mojej pensji jest mniej prawdopodobne niz lot na ksiezyc.

- To trzeba bylo, panie Zalewski od razu przyjsc do nas z waszymi problemami. Mieszkan dla wlasciwych ludzi mamy w naszym kraju pod dostatkiem…

Otrzymalem w zwiazku z ta rozmowa stanowisko Szefa Wyszkolenia Aeroklubu Rybnickiego Okregu Weglowego. Dwie sprawy byly szczegolnie atrakcyjne w tym awansie. Po pierwsze dostalem wspaniale siedemdziesieciometrowe, trzypokojowe mieszkanie...z telefonem w czteropietrowym pelnym gornikow bloku. Blok ten byl co prawda daleko od mojej Warszawy, ale luksusowe mieszkanie znakomicie osuszalo lzy rozstania z moim miastem. Zamieszkalismy wiec w Zorach niedaleko Rybnika. Wyjatkowa dla mnie atrakcja bylo objecie szefostwa w aeroklubie slynacym z akrobacyjnych tradycji i skupiajacym wtedy czolowke naszych pilotow akrobacyjnych. W tak doborowym towarzystwie mialem nadzieje rozwinac akrobacyjna pasje, ktora zaprzatala moja glowe ostatnio, a moze nawet zakwalifikowac sie do Kadry Narodowej. Odzyly moje nie tak jeszcze dawne pragnienia i ostatnio przebudowywany system wartosci w zyciu niemal natychmiast powrocil na swoje dawne miejsce. Pochlonela mnie perspektywa kariery jaka moge w tych okolicznosciach zrobic. Na pierwszym i to zdecydowanie gorujacym miejscu znalazla sie moja kariera lotnicza i sportowa, dalej, co wiazalo sie mocno a pierwszym, koledzy i zycie towarzyskie. Prawdopodobnie dalej byla moja rodzina, ale nad tym juz nie musialem sie mocno zastanawiac. Mieli w koncu luksusowe mieszkanie i wystarczajaco pieniedzy. Nie zastanawiajac sie wiec glebiej, mialem pewnosc, ze moja zona musi byc szczesliwa kobieta posiadajac tak zdolnego meza, ktory pomimo mlodego wieku zajmuje powazne i kierownicze w sumie stanowisko.

Studium biblijne zakonczylem pomyslnie, wszystko co poznalem bylo piekne ale juz nie najbardziej potrzebne mi w tym momecie. Mialem wiele innych spraw na glowie. Chcialem byc dla wszystkich najlepszym szefem i zobaczyc moj aeroklub na szczycie tabeli rywalizacji miedzy aeroklubami. Biblia zajela calkiem przyzwoite miejsce na gornej polce, tuz obok ksiazek prawie zapomnianych i tak sobie stala przez nastepnych kilka lat.

cdn.